Dzień 5

26 lipca 2017

Piąty dzień kolonii – aż ciężko uwierzyć, że jesteśmy już dobrze po półmetku. Niestety, obudziły nas dziś strugi deszczu, postanowiliśmy jednak realizować program zgodnie z planem, czyli zamiast rozgrzewki rano była uczta duchowa – Msza święta, a po niej uczta dla ciała –  śniadanko (gościem dnia była pasta z makreli). Później wróciliśmy do pokoi po spakowane poprzedniego dnia plecaki i zapakowaliśmy się do fioletowej limuzyny.

Limuzyna, pędząc w strugach deszczu, dowiózł nas do Kadzidłowa, gdzie znajduje się park dzikich zwierząt. Gdy wysiadaliśmy z autokaru jeszcze nie padało, ale 15 minut później już zaczęło. Mieliśmy więc niebywałą okazję podziwiać wiele gatunków zwierząt jednocześnie przemakając do suchej nitki. Niektóre ze zwierząt mogliśmy nawet pogłaskać lub poczęstować pyszną marcheweczką (powstrzymując się przy tym przed zjedzeniem jej samemu). Niewątpliwą atrakcją było również przechodzenie przez specjalne drabinki oddzielające poszczególne zagrody – tu również chłopcy wielokrotnie podawali swoją pomocną dłoń dziewczynkom. Po tych atrakcjach miała nas czekać następna – aquapark Tropicana w hotelu Gołębiewski. Jednak po przyjeździe na miejsce okazało się, że chętnych do wejścia na basen jest tak wielu, że nie było szans na to, byśmy i my zmieścili się w wodzie. Swoją drogą, i tak byliśmy już nieźle wymoczeni, więc wiadomość o tym, że zamiast na basen idziemy na zakupy do biedronki przyjęliśmy z nieskrywaną radością. Obkupieni jakbyśmy mieli spędzić dwa tygodnie na odludziu wróciliśmy do ośrodka. Przebraliśmy się w nieco suchsze ubrania i zeszliśmy do sali, by wziąć udział w dzisiejszej konkurencji dnia – w końcu pociągi same się zdobędą.

Każda drużyna dostała dwie pałeczki i 55 ziarenek ciecierzycy, które należało przenieść z jednego końca sali do drugiego. Techniki były przeróżne, emocje ogromne, ale ostatecznie pierwsze miejsce zajęli Czerwoni, drugie Zieloni, trzecie Niebiescy, a czwarte Żółci. Po rywalizacji przyszedł czas obiadokolacji (zupa warmińska – jej opisać się nie da słowami, i gulasz z kaszą i ogórkami – zdania są podzielone, czy były to korniszony czy małosolne). Po zregenerowaniu sił część z nas ruszyła jeszcze na boisko, a część wybrała zajęcia plastyczno – techniczne. Trzeba przyznać, że jak p. Emilia i p. Marcin poprowadzą zajęcia plastyczne, to… nic z tego nie wyjdzie:) ale mamy jeszcze kilka dni, by dość do perfekcji w zaplataniu paracordów i bransoletek z muliny. Na podwieczorek jeszcze soczyste arbuzy i pora na sen – jutro podobno ma nie padać, wesprzyjcie nas modlitwą!