Dzień 4

10 lutego 2016

Meldujemy się w czwartym dniu naszej wyprawy – dokładnie po środku. Czas płynie nam tu bardzo szybko, nie wiadomo kiedy znaleźliśmy się w połowie zimowiska – mamy za sobą trzy dni i dokładnie trzy dni pozostały do końca. Dziś też było trochę inaczej niż zwykle, ale po kolei…

Wstaliśmy trochę później niż zwykle, bo o 8.15. Pół godziny później zeszliśmy do sali, by uczestniczyć we Mszy świętej – też innej niż dotychczas, ponieważ rozpoczął się dziś szczególny okres w kalendarzu liturgicznym – Wielki Post. Środa Popielcowa, podczas której uczestniczymy w obrzędzie posypania głów popiołem, to pierwszy z 40 dni tego szczególnego oczekiwania. Kolor szat księdza zmienił się dziś na fioletowy, a pieśni, które śpiewaliśmy były mniej radosne, a jeszcze wczoraj bawiliśmy się na ostatkowej dyskotece… Oprócz nas modlili się dziś z nami właściciele i pracownicy Ośrodka, w których intencji była dziś sprawowana Eucharystia.

Po Mszy – to się nie zmieniło – śniadanie, oczywiście postne. A później wskoczyliśmy w nasze kostiumy… kąpielowe. Tak, dziś zamiast na podbój stoku ruszyliśmy na podbój aquaparku w Krakowie. Radosnym pluskom, wspaniałym zjazdom w niekończących się rurach i kąpielom bąbelkowym nie było końca – w pełni zregenerowaliśmy siły, jakie zużyliśmy przez te dwa dni na stoku. No dobrze, koniec jednak nadszedł. Parę minut po 15 opuściliśmy baseny i przejechaliśmy kilka kilometrów dalej – do Centrum Jana Pawła II, gdzie chwilę zwiedzaliśmy, a chwilę (znacznie dłuższą) kupowaliśmy pamiątki (musieliśmy wykorzystać okazję, ponieważ ani w naszym lokalnym supermarkecie, ani na stoku nie bardzo mamy co kupić naszym rodzicom, a wiadomo, że bardzo czekają na pamiątki, jakie im sprawimy).

I tu musimy Wam opowiedzieć o cudzie jaki się stał. Po wyjściu z kościoła naszym oczom ukazał się biały świat – spadł upragniony śnieg. Wracając do Ośrodka już sobie wyobrażaliśmy, jak wspaniale będzie się jutro jeździć…

Na obiadokolację dostaliśmy naleśniki, a to dostarczyło do naszych organizmów całkiem sporą ilość cukrów, nasi wychowawcy szybko doszli do, słusznego zresztą wniosku, że mamy całą masę niespożytej energii i że trzeba ją jakoś dobrze wykorzystać. Wskoczyliśmy więc w zimowe ubrania i poszliśmy „lepić bałwana”. Gdybyście nie wiedzieli, to lepienie bałwana polega na: obrzuceniu wszystkich śnieżkami, wytarzaniu w śniegu każdego bez wyjątku i rozegraniu zimowego meczu, ah, może jeszcze nie jednego bałwana ulepimy na tym zimowiskuJ

To był wspaniały dzień, dziękujemy ci św. Judo za wysłuchanie naszych próśb.