Dzień 2

23 lipca 2017

Drugi dzień wyprawy. Nazwijmy rzeczy po imieniu, ten dzień upłynął pod hasłem: deszcz.

Ale po kolei. O 8 wychowawcy odwiedzili wszystkie pokoje, by obudzić śpiących w nich podróżników. Dodajmy, że niektórzy spali bardzo mocno, zupełnie jakby przez pół nocy wykonywali jakieś ćwiczenia fizyczne… Zgodnie ze wskazówkami, ci z nas którzy otworzyli swe oczy wcześniej cierpliwie czekali w swoich łóżkach – wzorowa grupa! O 8.30, pomimo że dziś niedziela, odwiedziła nas lokalna pani Chodakowska i poprowadziła rozgrzeweczkę, tuż po niej nasz lokalny proboszcz poprowadził poranną modlitwę i zaprosił nas na śniadanie. Tu oprócz szwedzkiego stołu czekała na nas jajecznica zrobiona chyba z miliona jajek. Po śniadaniu nasza kadra okazała nam niezwykłą łaskawość i darowała sprzątanie i konkurs czystości – wszak dziś niedziela. Każdy więc założył strój odpowiedni do wybranej przez siebie aktywności i poszliśmy w świat. Dotarliśmy aż do pomostu, gdzie czekało na nas dwóch przemiłych panów ratowników, którzy opowiedzieli nam o zasadach jakie panują na kąpielisku, co wolno a czego nie wolno w naszym akweniku. Dołożyliśmy to do naszego zbioru zasad i część z nas już po chwili mogła korzystać z tych wodnych dobrodziejstw, a część, zdecydowanie większa, poszła na boiska. Ten piękny stan rzeczy trwał pół godziny. Po tym czasie zaczęło padać. Z początku staraliśmy się ignorować spadające z nieba kropelki, ale po dłuższej chwili ignorować już ich się nie dało. Wróciliśmy więc przemoczeni – zarówno ci, którzy wodę wybrali świadomie, jak i pozostali, którzy nie chcieli mieć z nią dziś do czynienia – potrzebny był więc ciepły prysznic i zmiana garderoby.

Deszcz rozpadał się na dobre, zeszliśmy do jednej z sal by nadrobić to czego nie zdążyliśmy wczoraj – stworzyliśmy wspaniałe kartki na drzwi, żeby wychowawcy bez trudu mogli trafiać do wybranych przez siebie osób. Kartki rzecz jasna wyposażyliśmy w unikatowe nazwy i wspaniałe rysunki. Po tych mini zajęciach artystycznych pobawiliśmy się nieco – w grę podobną do głuchego telefonu, przekazując sobie historię o wielkich podróżnikach oraz w zabawę, w której, krótko mówiąc, mogliśmy się wykrzyczeć. Później czas na obiad – dziś tradycyjny niedzielny rosół i sztuka mięsa z ziemniakami i burakami, pyszota. Po obiadku odzyskaliśmy nasze telefony i ciszę poobiednią wykorzystaliśmy na kontakty z rodzicami lub nadrabianie straconych chwil w grach.

O 15.30 nadal padało, zeszliśmy więc jeszcze raz do sali, gdzie rozegraliśmy dzisiejszą konkurencję. Dowiedzieliśmy się, że dziś odwiedzamy Europę (ten deszcz to w iście angielskim stylu) i poznaliśmy nasze zadanie – musieliśmy wiernie odtworzyć jeden z najbardziej charakterystycznych europejskich zabytków – wieżę Eiffla. Z tym, że jako budulec dostaliśmy 200 słomek i kilogram plasteliny... To co się działo można popodziwiać na zdjęciach, techniki były różne, a efekty... Wspaniałe :) Ostatecznie pierwsze miejsce zajęła drużyna żółta, drugie ex aequo - niebiescy i zieloni, a trzecie czerwoni. Jutro nakleimy pierwsze zdobyte pociągi na mapę :)

O 18 wraz z zaproszonymi przez nas sąsiadami z innych kolonii i obozów zgromadziliśmy się w kaplicy na Mszy świętej. Obecność gości chyba nas nieco krępowała jeśli chodzi o śpiewanie, ale na pewno w kolejnych dniach pokażemy co potrafimy!

Prosto z kaplicy trafiliśmy, już niestety po raz ostatni tego dnia, na stołówkę. Dziś na kolację bigos (a pamiętajmy, że mamy jedną łazienkę na sześć osób:) ). Po tym sycącym posiłku ruszyliśmy w jeszcze jedną wędrówkę – tym razem wraz z Robinsonem Crusoe na dużym ekranie. Ponieważ mycie zaliczyliśmy dziś w ciągu dnia pozostaje nam upiżamić się, z pokorą poczekać aż wychowawca przyjdzie po telefon i słodko zachrapać…